Miesiąc w zdjęciach – Chiny!

Minął miesiąc.  Minął szybko i był bardzo intensywny. Dzisiaj zostawiam Was z turystycznymi urywkami prosto z Chin. Udało mi się całkiem dużo zobaczyć, choć do dyspozycji tak miałam w sumie tylko 4 weekendy. Nie przedłużając zapraszam do obejrzenia zbliżeń 🙂

page1

Wachlarz jest zdecydowanie niedoceniony. Mam już trzy! // Tyyyyle możliwości spędzenia wolnego czasu.

page2

Wiosna, która ma więcej kolorów niż lato, musi tu być cudowna. // Kawa z serową pianą jest zaskakująco dobra.

page3

Życzenia i podziękowania na czerwonych zawieszkach – ile ludzi, tyle marzeń.. // Najlepsze arbuzy na świecie!

page4

Kot niestety nie był na sprzedaż..

page5

Moja pierwsza modliszka! // Małe 1912 – jedna z najbardziej kolorowych dzielnic miasta.

page6

Krajobraz nie przestaje mnie zachwycać. // Uliczne jedzenie wygląda rewelacyjnie.. pachnie trochę mniej.

page7

Herbata, taras, i 40 stopni.. a do tego widok jak z filmu. // Nocą wszystkie atrakcje ukazują się z drugiej, rozświetlonej strony.

page8

Mangostan – zdecydowanie najlepszy tropikalny owoc. // Jangcy – w tym mieście ma aż 3 km szerokości. // znalazłam ziemniaki!

page9

Zupa z korzenia kwiatu lotosu – niesamowicie słodka. // Tubylcy potrafią sobie niesamowicie zorganizować czas!

page10

Świątynie zachwycają wyglądem zewnętrznym jak i wnętrzem. // Zachód słońca nad Jangcy…

Chiny po raz pierwszy

Tłum. Porażający tłum na ulicach. Zapach.. gorącego powietrza zmieszanego z durianami i przepychem przydrożnych garaży z jedzeniem.. duszący, mdlący – tak wygląda pierwsze zderzenie z Chinami. Przy bliższym poznaniu zyskują w oczach. Ale ten wpis jest o pierwszym wrażeniu, nie drugim. A pierwsze jest intrygujące i mdlące.

DSC_0111

Głęboki oddech wilgotnym powietrzem. Wizytę w Chinach czas zacząć.

Szkoda zachodu?

Pogoda za oknem nie rozpieszcza, a Pan Pogodyn nic nie wspomina o zmianach na lepsze. W takiej aurze, przy kubku gorącej herbaty, najlepiej smakują zdjęcia zachodów słońca – w ciepłych, przyjemnych kolorach. Mam kilka ulubionych, szczególnych dla mnie zachodów. Są to takie zachody, których nie da się uchwycić z okna mieszkania w bloku w centrum miasta, ani z pobliskiego parku. Trzeba wysilić się trochę bardziej. Czy były warte zachodu? Ocenić możecie sami.

Pierwsza seria zdjęć to zachody uchwycone na środku Morza – Bałtyckiego, Północnego i Śródziemnego.  Żeglarska pasja każe mi postawić je na pierwszym miejscu!

DSC_0523

 

Kolejne pstryki zostały wykonane w górach. Dość późno zdecydowałam się na moją pierwszą górską wycieczkę. Zaraz po niej zdecydowałam, że muszę tam wrócić na noc z aparatem! I tak urodziły się poniższe zdjęcia.

DSC_0605

 

A na koniec mało atrakcyjne zdjęcie, jednak z ogromnym sentymentem – bo gdzie jest piękniejszy zachód niż w rodzinnym domu!

DSC_0768

 

Pozdrawiam, Polecka.