Miasto nocą – Chiny, Nankin #1

DSC_0720

Dzisiaj zostawiam Was z pierwszymi nocnymi urywkami z Nankin, byłej stolicy Chin. Zbliżenia z miesiąca w zdjęciach, zapraszam do zapoznania się z postem TUTAJ. Czyż to wszystko nie wygląda po prostu pięknie? Dziś, te bardziej turystyczne zdjęcia. Niedługo powrócę z bardziej chińskimi, nieskażonymi widokami 😉

DSC_0126

 

DSC_0164

 

DSC_0259

 

DSC_0261

 

DSC_0173

Make a wish

Świątynia Konfucjusza jest jednym z tych miejsc, w którym tłum przestaje przytłaczać. Codziennie w to miejsce zaglądają tysiące osób. Jest słynne z dwóch powodów – jednym oczywiście jest sam fakt, iż jest to miejsce kultu wyznawców Konfucjanizmu. Drugi powód jest związany z dawnym nadawaniem tytułów uczonym w Chinach. Było to miejsce, do którego przyjeżdżali Ci najmądrzejsi – zadać najpoważniejszy, państwowy egzamin. Wszyscy uczeni, odwiedzali właśnie tą, konkretną świątynie. W Nankin – byłej stolicy. Sam fakt stąpania po posadzce, po której dawnej mogli przechadzać się tylko najwięksi uczeni ściąga w to miejsce tysiące turystów, z bliskich i dalekich zakątków Chin i reszty świata.

Całość świątyni jest oczywiście przepełniona chęcią uniesienia swoich marzeń, życzeń i podziękowań do bogów. Jednym ze sposobów jest zapisanie tego, co nas „boli” na czerwonej wstążeczce i zawieszenie jej – na drzewie, płocie, tablicy, barierce. Innym, wrzucenie monety do misy wypełnionej wodą. Żeby nie było zbyt prosto, w misie są okręgi, w które należy skierować swoje życzenie – jeden poświęcony zdrowiu, drugi nauce, trzeci miłości, czwarty spełnieniu. Życzenie oczywiście spełni się tylko wtedy, jeśli moneta trafi w okrąg, w który skierowałeś swoje myśli. Moje się spełni!

Inni wybierają mniej skomplikowaną drogę, aby unieść swoje myśli w górę. Bardziej dosłowny, sprzyjający większej zadumie. Jest nim zapalenie kadzidła z intencją. Przyznam, że od samego patrzenia na tlące się cudze życzenia i podziękowania, w głowie zbierają się dziesiątki przemyśleń i wszystkie myśli pięknie porządkują.

DSC_0516

Koszt wejścia, do tego przepełnionego życzeniami miejsca, to 30RMB. Zdecydowanie warto tam zajrzeć. Bez pośpiechu, z dobrą intencją.

Czym urzekają Chiny?

Choć za dnia duszne, przepalone słońcem i skąpane w brudnym luksusie, potrafią zachwycić. Czym? Ano krajobrazem. Zupełnie niespotykanym w Europie. Różnorodnością, kolorami, kulturą, (nie)zorganizowaniem. Tak.. to jest zdecydowanie to, co docenia się jako pierwsze.

DSC_0695

Las, górzysty krajobraz, kwitnące lotosy, wieżowce, jezioro i łódki w kształcie łabędzia.. móc ująć kicz, spokój, naturę i prężnie rozwijającą się cywilizację na jednym zdjęciu? Proszę bardzo.

A wieczorami, kiedy temperatura obniża się o kilka stopni (np. z 40st do 34st), słońce nie doskwiera, a panowie i panie dbający o porządek w mieście powoli kończą zbieranie tu i ówdzie leżących śmieci jest jeszcze piękniej. Ciemność przykrywa to, co za dnia przeszkadza w krajobrazie, a światła wyolbrzymiają to, co tak bardzo odmienne.

Nankin, Baijahu

Za dnia plac jest cichy i pusty, by wieczorem pomieścić gromady ludzi ćwiczących i tańczących do spokojnych, wyciszających rytmów. Hmm.. choć czasami dają czadu 😉

DSC_0126.JPG

I chociaż słońce poszło spać, są dzielnice, które dopiero budzą się do życia.

DSC_0173

Nankin, Baijahu 1912

Miesiąc w zdjęciach – Chiny!

Minął miesiąc.  Minął szybko i był bardzo intensywny. Dzisiaj zostawiam Was z turystycznymi urywkami prosto z Chin. Udało mi się całkiem dużo zobaczyć, choć do dyspozycji tak miałam w sumie tylko 4 weekendy. Nie przedłużając zapraszam do obejrzenia zbliżeń 🙂

page1

Wachlarz jest zdecydowanie niedoceniony. Mam już trzy! // Tyyyyle możliwości spędzenia wolnego czasu.

page2

Wiosna, która ma więcej kolorów niż lato, musi tu być cudowna. // Kawa z serową pianą jest zaskakująco dobra.

page3

Życzenia i podziękowania na czerwonych zawieszkach – ile ludzi, tyle marzeń.. // Najlepsze arbuzy na świecie!

page4

Kot niestety nie był na sprzedaż..

page5

Moja pierwsza modliszka! // Małe 1912 – jedna z najbardziej kolorowych dzielnic miasta.

page6

Krajobraz nie przestaje mnie zachwycać. // Uliczne jedzenie wygląda rewelacyjnie.. pachnie trochę mniej.

page7

Herbata, taras, i 40 stopni.. a do tego widok jak z filmu. // Nocą wszystkie atrakcje ukazują się z drugiej, rozświetlonej strony.

page8

Mangostan – zdecydowanie najlepszy tropikalny owoc. // Jangcy – w tym mieście ma aż 3 km szerokości. // znalazłam ziemniaki!

page9

Zupa z korzenia kwiatu lotosu – niesamowicie słodka. // Tubylcy potrafią sobie niesamowicie zorganizować czas!

page10

Świątynie zachwycają wyglądem zewnętrznym jak i wnętrzem. // Zachód słońca nad Jangcy…

Chiny po raz pierwszy

Tłum. Porażający tłum na ulicach. Zapach.. gorącego powietrza zmieszanego z durianami i przepychem przydrożnych garaży z jedzeniem.. duszący, mdlący – tak wygląda pierwsze zderzenie z Chinami. Przy bliższym poznaniu zyskują w oczach. Ale ten wpis jest o pierwszym wrażeniu, nie drugim. A pierwsze jest intrygujące i mdlące.

DSC_0111

Głęboki oddech wilgotnym powietrzem. Wizytę w Chinach czas zacząć.

Szkoda zachodu?

Pogoda za oknem nie rozpieszcza, a Pan Pogodyn nic nie wspomina o zmianach na lepsze. W takiej aurze, przy kubku gorącej herbaty, najlepiej smakują zdjęcia zachodów słońca – w ciepłych, przyjemnych kolorach. Mam kilka ulubionych, szczególnych dla mnie zachodów. Są to takie zachody, których nie da się uchwycić z okna mieszkania w bloku w centrum miasta, ani z pobliskiego parku. Trzeba wysilić się trochę bardziej. Czy były warte zachodu? Ocenić możecie sami.

Pierwsza seria zdjęć to zachody uchwycone na środku Morza – Bałtyckiego, Północnego i Śródziemnego.  Żeglarska pasja każe mi postawić je na pierwszym miejscu!

DSC_0523

 

Kolejne pstryki zostały wykonane w górach. Dość późno zdecydowałam się na moją pierwszą górską wycieczkę. Zaraz po niej zdecydowałam, że muszę tam wrócić na noc z aparatem! I tak urodziły się poniższe zdjęcia.

DSC_0605

 

A na koniec mało atrakcyjne zdjęcie, jednak z ogromnym sentymentem – bo gdzie jest piękniejszy zachód niż w rodzinnym domu!

DSC_0768

 

Pozdrawiam, Polecka.